Na rynku gastronomicznym, ciągle ruch. Nowe się otwierają, Niestare lokale też się zamykają. Ciągle się dzieje, ale czy dobrze się dzieje ?
Koszalin miasto dla odważnych
Jestem zawsze pełna szczerego szacunku i respektu wobec osób, które chcą otworzyć jakikolwiek lokal w Koszalinie. Z jednej strony wydawać by się mogło, że na takiej prowincji ( mam tu na myśli odległość od dostawców) nic nowego i odkrywczego powstać nie może. Z drugiej strony rynek wydaje się być nasycony, czasem może nawet przesycony.
Najczęściej jednak otwierają się u nas bary, jadłodajnie, typowo polska kuchnia. I nawet jeśli, my tu z dala od wielkiego świata, chcielibyśmy coś więcej, to o coś więcej niezwykle trudno.
W mieście dla odważnych, na mapie gastronomicznych punktów pojawił się nowy lokal. A w zasadzie bar. Smak Bar. Kolejny bar z kuchnią domową, tradycyjnie polską. Coś co my na prowincji kochamy najbardziej.
Barowe bardzo
W zaadoptowanym, pierwotnie mieszkalnym budynku, powstał Smak Bar. Miejsce z domowymi obiadami i tradycyjną polską kuchnią. Zjemy tu : schabowego, gołąbki, mielony, pomidorową, flaczki, buraczki, marchewkę, wątróbkę z cebulką, ziemniaki z wody i tego typu dania. Danie dnia w cenie 12 zł, obejmowało tegoż dnia, kiedy tam byłam: zupę gulaszową, łazanki i kompot.
Wszystkie dania z "tablicy" do 10 zł, poza plackiem po węgiersku, który jak i danie dnia kosztuje 12 zł.
Miejsce jest nowe, wszystko nowe, bardzo proste i schludne. Panie nieco zagubione w zamówieniach, ale zrzućmy to na karb nowo otwartego biznesu i lekkiej tremy. Smaki niczym specjalnie nie wyróżniające się, nieco syntetyczno-barowe. Nie domowe, nie jak u mamy i nie jak u babci. Bardziej barowe. Doprawione, dosmaczone, z gastronomicznym, wysoce ilościowym sznycie. Do sporadycznego spożycia. Lokal nieduży i niestety jak niemal w każdym kłopot z wentylacją. Wspomnienie o pobycie w lokalu, towarzyszyć Wam będzie do najbliższego prania/kąpania. Ceny znośne, a porcje powiedziałabym ogromne. Więc jeśli ktoś " idzie w ilość" polecam. Nie wiem czy nie chciałabym zamiast ściany propozycji, zobaczyć z pięć ale naprawdę domowo smacznych.
Moje zamówienie to flaczki i schabowy z ziemniakami i surówką. No cóż porcje ogromne, ale czy smaczne. Flaczki z "Pierogarnii" pozostają dalej moimi ulubionymi.
W dalszym ciągu jestem na szlaku poszukiwań gastronomicznych wyzwań. A w mieście dzieje się. Nowy najemca City Boxa. Wielkie lamenty nad bardzo znanym i dotąd bardzo lubianym lokalem w sercu miasta. Ciągle przede mną kuchnia przez duże K. A to wszystko już w następnym odcinku :)



