Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierogi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 czerwca 2016

Pierogarnia braci Jastrzębskich



Chadzając po naszym, niezwykle popularnym ( jedynym i niepowtarzalnym) Centrum Handlowym Atrium, natrafiłam na Pierogarnię braci Jastrzębskich. Gdyby ktoś, nie był zbyt wnikliwy, to pierogarnia ta, znajduje się w miejscu dawnego Greenway ( II piętno, w kulinarnym zaułku Atrium).
Ktoś mi powiedział, że tam jest smacznie. Po 5 sekundowym namyśle, czy obiad zrealizować w Express Marche, czy u Jastrzębskich, skusił mnie placek po węgiersku u tych drugich.
Odstałam swoje w 2 osobowej kolejce, która nie była aż tak dynamicznie obsługiwana jak w sąsiednim McDonaldsie i wartko rzuciłam, że zamawiam placek, okazało się, że placka nie ma. Czegoś tam jeszcze nie było, więc wzięłam „renetki” jabłkiem, cynamonem i śmietaną, naleśnik z nutellą i bananem, zupę dnia ( pieczarkowa) i barszcz czerwony.
Obsługa Pierogarnii, żyje własnym życiem, nieco poza światem galerii i co najważniejsze klientów. Po krótkim „ nie ma” w odpowiedzi na zapytanie o placek po węgiersku, nie padła, żadna zamienna propozycja, czy choćby sugestia. Oczekiwanie na dania, też trwa chwilę, choć zupę dnia, raptem nalewa się z garnka ( a może nie)
Smak dań, jest całkiem przyzwoity, choć powiedzmy sobie szczerze, pierogi „renatki”, nie są zrobione z jabłek Renet. Zupa pieczarkowa też smaczna, choć nie z „domowym” zacięciem. Naleśnik … cóż smak ok., ale ten sposób podania i oczekiwania na niego, mąci jednak ewentualne pozytywne myśli. Zdecydowanie najgorzej wypadł barszcz czerwony, w którym, oprócz czerwonej gorącej wody nie było nic. Absolutnie nic. Zaraz przypomniał mi się film Barei, w którym padają kultowe słowa … o „zniknionej paróweczce hrabiego Barry
Kenta”, podobnie i tu, dziwnym trafem zniknęły wszystkie składniki. Jeśli pomysłodawca, tego dania chciał potraktować ten barszcz jako „napój” do pierogów, to mógł zdecydowanie zrobić go bardziej esencjonalnie i podać w kubku, a nie w głębokim talerzu.
Zdaję sobie sprawę, że w pierogarnii pewnie jest masę pracy i nie ma miejsca na wirtuozerie, ale sposób podania dań, jest tak słaby, że aż zniechęcający do jedzenia. Zresztą zobaczcie zdjęcia, mówią chyba same za siebie. Rozgonione po talerzu pierogi, czy pusty i łysy jak kolano naleśnik. No cóż… czasem tak mało brakuje, żeby było dobrze, a jednak ! 





poniedziałek, 3 marca 2014

Bar Familijny


Dziś chcę przedstawić Wam miejsce, w którym byłam wiele razy, choć tylko raz siadłam do stolika. Tak więc nie licząc tego jednego razu, zawsze biorę na wynos. A co biorę ? Zawsze pizzę warzywną lub z kapustą. Czasem pierogi. A owego razu, co zasiadłam za stołem jadłam zupę pieczarkową. Zawsze jest tam kolejka. Zawsze pełne profesjonalizmu i szybkie Panie z obsługi.

Pizza …hmmm?! Powinno nosić to inną nazwę, bo do oryginału nie podobne, ale co poradzę, że ta pizza jest po prostu dobra. Bardzo ją lubię, jest nie duża, dobra na szybki obiad, na spacer, na przekąskę, dla dziecka, na później, na rano, na deser. Mnie smakują obie wersje i zawsze je biorę. Czyli warzywna lub z pieczarkami i kapustą ( cena ok. 4.50 szt.) Cenne, jest to, że one zawsze SĄ ! Nigdy nie trzeba czekać ! Zresztą w ogóle na wszystkie dania nie trzeba długo czekać.



Bar Familijny serwuje typowo obiadową kuchnię polską. Na tony sprzedaje się tam pierogi, pizzę właśnie i surówki, ale zjeść tam można i kotlety i placki i ziemniaczki no i zupy. Ta pieczarkowa, którą kiedyś jadłam była naprawdę pyszna. Podsłyszałam, że zajadano się tam gołąbkami. Kto wie, może następnym razem się skuszę.

Bar istnieje od bardzo dawna. Nie zmienia się w formie. Czas trochę stanął tam w miejscu. Ale tłum ludzi i ich ciągła rotacja świadczy chyba o niebanalnym sukcesie tego lokalu gastronomicznego.  W barze jest dość tanio i bardzo szybko. Wpadają tam studenci i ludzie po pracy. Przychodzą tam nie tylko mieszkańcy przylegających bloków z wielkiej płyty, ale także ludzie przyjeżdżający specjalnie z miasta ( ja !) . Nie wiele już na naszej koszalińskiej mapie miejsc gastronomicznych istniejących niezmiennie od lat w takiej samej formie. Na szybko wymienić można jeszcze „ Osiedlankę” czy „ Pizzerię przy Ratuszu” . Swój sukces zawdzięczają nie tylko stałym klientom i lokalizacji, ale mam wrażenie pewnej niezmienności i stałości repertuaru. W końcu jak to mawiał inżynier Mamoń z „ Rejsu”  - „Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę.”


Podobnie bywa w gastronomi .


Adres:

Bar Familijny
Ul. Śniadeckich 33A , Koszalin

Ul. Wańkowicza 80, Koszalin

piątek, 13 grudnia 2013

Pierogarnia Polska


Dziś kolejny raz – pierogi . Ot taki pierogowy sezon teraz. Święta tuż tuż… w wielu domach to właśnie pierogi są na pierwszym miejscu ulubionych świątecznych dań. Tak przynajmniej jest u mnie. Bez karpia wyobrażam sobie święta znakomicie, ale bez pierogów już nie. Muszą być z dobrze ukiszoną kapustą i dużą ilością suszonych grzybów, oczywiście tylko tych własnoręcznie zebranych. Tak jest w mojej rodzinie i będę robić wszystko, żeby to się nie zmieniło.

Zaszłyszałam kilka pozytywnych opinii o „ Pierogarnii Polskiej” , a wiecie, już pewnie z moich wcześniejszych wpisów, że lubię skonkretyzowane lokale gastronomiczne. Pierogi można kupić wszędzie i uważam je za popisowe danie kuchni polskiej. Nazwa brzmi szumnie, więc postanowiłam zajrzeć do tego lokalu – pełna nadziei.

 




Pierogarnia mieści się na ul. Dworcowej 2 w Koszalinie. Lokal jest mikroskopijny.  Urządzony  -  fatalnie, wszystko jest przypadkowe i nieprzemyślane.  Sama lada? Czy kontuar?  Wręcz przytłaczająco duży do wielkości lokalu. Ozdoby …zakurzone rzeczy które, chyba wadziły właścicielom w domu, a mają „ cieszyć oko” klienta. No cóż, niby o gustach się nie dyskutuje, ale  jak ktoś nie radzi sobie z urządzaniem tego typu lokalu, to albo niech to zrobi w najprostszy – czysty i schludny sposób, albo niech zatrudni fachowca.
 

Nim jeszcze zerknęłam na menu, w oczy rzuciły mi się pierogi na kontuarze w worku foliowym ! Domowo to nie wygląda. Pewnie właściciel chce, żeby nie podeschły. Ale wygląda to co najmniej dziwnie, żeby nie powiedzieć odrzucająco.  Po tych widokach, z mniejszą już ochotą zamówiłam, pierogi ruskie i  pierogi z wątróbką oraz barszczyk. Kolejne moje rozczarowanie to papierowe talerzyki ! Nie możliwe jest podnieść dwa na raz, bo łamią się w pół. Do tego wierzch miały srebrzysty, żeby był ładniej. Nie wnikam już w to, czy można na takich podawać ciepłe posiłki. Wątpię !  Barszczyk nalany po brzeg w styropianowym kubeczku !  W menu było napisane, że barszczyk jest wg własnej receptury. Dla mnie był identyczny jak błyskawiczny. Nie było łatwo go wypić, bo i wrzący był  i kubeczek wyginał się we wszystkie strony.

Same pierogi … cóż. Jeśli tak dla kogoś wyglądają pierogi domowe, to mu współczuje, to znaczy, że nie jadł prawdziwych pierogów . Ciasto bardzo miękkie, klucha taka.  Farsz do ruskich pierogów, nie był najgorszy, choć prawie z samych ziemniaków, dobrze doprawiony, ale jednak gastronomiczny smak w nich przeważa. Do domowych nie były podobne w żaden sposób.  Pierogi z wątróbką – fatalne. Jakby robione przez amatora kulinarnego. Przede wszystkim farsz do pierogów z podrobami , jak i z mięsem, w sumie z czymkolwiek, oprócz owoców – powinien być – zmielony !!!. A w Pierogarnii, wątróbka była pokrojona w niemałą kostkę, a cebula, momentami w ogóle nie była pokojona. Tych pierogów nie dało się jeść, bo wszystko się rozwalało.




 

Ceny : mała porcja : 5 pierogów ( 5-7 zł) większa porcja  10 szt. ( 9-12 zł)

Jestem rozczarowana. Uważam, że nazwa „Pierogarnia Polska” , to wręcz nadużycie. Gdybym miała przyprowadzić gościa z zagranicy i pokazać mu „ nasze polskie” pierogi – to z pewnością nie do tego miejsca. Pomysł na lokal tylko z pierogami jest znakomity, ale w „ Pierogarnii Polskiej”  jest bardzo dużo do poprawy. Więcej serca do tego co się robi, staranności i trochę względu na klienta.

środa, 20 listopada 2013

Pierogarnia pod Jemiołą


Kiedy kończy się listopad, pomalutku moje myśli zaczynają krążyć jak odległy satelita, wokół tematu świąt. Najpierw zawsze o jedzeniu, potem o prezentach. Jeśli pomyślę o świętach w kontekście jedzenia – to pierwsza moja myśl to pierogi. Wobec pierogów jestem bardzo wymagająca, bo dobre wzorce są w rodzinie . Babcia i mama, zawsze lepią swoje pierogi i ja je jem. I żadne pieróg „ obcy” z nimi się nie równa. Zdradzę Wam w sekrecie, że ja jeszcze swoich pierogów w życiu nie zrobiłam. Na swoją obronę mam to, że niemal zawsze towarzyszę w ich procesie twórczym przed świętami. Teoretycznie wszystko wiem,  jak je zrobić, nawet moje paluszki  wyplatają  fale na rąbkach pierogów równe jak z fabryki. Przyjdzie i na mnie kolej i ja będę robiła…

Tak więc od zbliżających się świąt, poprzez pierogi,  dotarliśmy do tematu dzisiejszego posta, czyli do „ Pierogarni pod Jemiołą” . Pierogarnia znajduje się na ulicy 1 Maja 40, vis a vis I LO im. Dubois. Ponieważ mam w głowie, w sercu i na żołądku pierogi mojej mamy i babci jak wzorzec metra w Severes pod Paryżem, wcale do Pierogarni mnie nie ciągnęło i nawet nie imponowała mi liczba 20 różnych wariacji na temat pierogowego nadzienia.  Skłonił mnie w końcu brak obiadu w domu.











Od progu lokal  bardzo przytulny i niemal każdy stolik był zajęty. Przestrzeń ładnie zagospodarowana, jak na jadłodajnię. Ma swój charakter. Ponieważ nie lubię przecudowanych potraw i jestem chyba kulinarnym ortodoksem wybrałam pierogi ruskie oraz z wątróbką drobiową i warzywami ( takie małe odstępstwo – bo „maminych” z płuckami nie było w menu). Pierogi wypadły na tle mych wzorcowych naprawdę dobrze. Okraszone. Dobre ciasto. Jadło się je z przyjemnością. Dzieci, aż kwiczały z zachwytu. Trochę zbędna wydawała mi się tak sałatowo- marchwiana ozdoba na talerzu z pierogami, gdyż była już trochę zwiędła, ale przy smaku pierogów mogę nawet poudawać, że tego nie zauważyłam.

Jednak co innego niż pierogi podbiło moje serce.

Otóż flaczki wołowe!

Po prostu boskie! Jak domowe. Gęsta zupa, nie tłusta, znakomicie doprawiona. Mistrzostwo świata. Na samą myśl ośliniłam już klawiaturę.

Zupa Krzepka ! To samo! Wspaniała, pełna warzyw i mięsa, gęsta, doprawiona – jak u mamy ! Obie zupy to najbardziej „ uczciwe” zupy jakie jadłam w naszym mieście do tej pory ( „ do tej pory” dopisałam asekuracyjnie).  Nie, jak gdzie indziej ,sama tłusta woda na makaronie, ale porządne zupy. Taka zupa wystarczy za cały obiad ! Cena za talerz: mały 4 zł, duży 6 zł

 


Przeglądając menu Pierogarni jest kilka pozycji, które jeszcze chętnie bym spróbowała, bo zdecydowanie jest tam smacznie i nie drogo. A że, w Pierogarni jest pysznie, świadczy fakt, że w czasie mojego pobytu tam – przychodziło i wychodziło wiele osób i prawie wszystkie stoliki były stale zajęte.  Ponad to w roku 2010 „Pierogarnia pod Jemiołą” zwyciężyła w plebiscycie Głosu Koszalińskiego w kategorii na najpopularniejszą jadłodajnię w mieście. Myślę , że słusznie. Pierogarnia ma w ofercie dania abonamentowe, oraz kartę stałego klienta.

Bardzo lubię takie mocno skonkretyzowane lokale. Tu pierogi wiodą prym. Znakomcie ! Także, bardzo podobał mi się pomysł Spaghetteri – choć może wykonanie nie było najlepsze.  Zmieniłabym tylko  w Pierogarni rozwiązanie z donoszeniem sobie do stolika potraw na tacy- nie każdy ma wyczucie pionu jak kelnerzy. Akwarium ?!, które tam stoi.  No i muzyczkę. Leciała Celine Dion, więc tylko zjeść i spać.

Pierogarnia pod Jemiołą – polecam !

 



Adres :

„Pierogarnia pod Jemiołą”

Ul. 1 Maja 40

75-800 Koszalin