Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mielno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mielno. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 września 2015

Marina Mielno

           Lato się kończy, nad morzem turystów mniej, choć letnia pogoda jeszcze nie odpuszcza. Wrzesień, cała jesień i zima to czas kiedy praktycznie morzem, plażą, jodem możemy rozkoszować się sami. Tłum turystów zanika, obwieszonych różnościami kramów jakby mniej. To wszystko składa się na idealny czas na spacer nad morzem.  Wraz z odpływem turystów, znika to zatrzęsienie gastronomicznej infrastruktury. Nagle nie ma prowizorycznych budek z lodami, goframi. Nigdzie nie ma już kebabów, naleśników z patelni i metrowych zapiekanek. Gdzie więc iść jeśli spacer nam morzem jesiennym wygłodzi nasze żołądki? Miejsc czynnych cały rok jest niewiele. W tym roku dołączyło do nich jeszcze jedno. 
         Kiedy zastanawiałam się gdzie pójść w Mielnie na obiad, tak żeby nie natknąć się na tymczasową gastronomię, usłyszałam w radio reklamę, a w niej ciepły głos „ Marina – przyjedziesz gościem – wyjedziesz przyjacielem”. Potem jeszcze widziałam gdzieś reklamę i postanowiłam wybrać się tam, sprawdzić co w trawie piszczy.



              Marina Mielno znajduje się przy głównej ulicy  Chrobrego. Nie sposób jej przeoczyć, gdyż gości witają duże zielone klomby i spory ogródek ze stolikami od frontu.  Marina Mielno to hotel z pokojami, do którego w sezonie witają głównie turyści, jednak na parterze budynku mieści się  restauracja Biała Dama i kawiarnia Karuzela Cafe.

             Restauracja w beżach i bieli to całkiem duża sala. Dobre miejsce na bankiet, wesele, komunie czy jakąś inną szczególną imprezę. Ciekawostką tego miejsca jest to, że tył lokalu, gdzie także znajdują się stoliki, wychodzi na jezioro Jamno i uroczy pomost, do którego przybija wodna taksówka.



          Będąc nad morzem nie można zjeść nic innego niż ryba. Także i ja zamówiłam rodzimego dorsza, jednak wyrwanego trochę z rutynowego towarzystwa frytek i surówki z kiszonej kapusty.

            Dorsz w tempurze z warzywami orientalnymi i ryżem jaśminowym. Pięknie podane danie, o egzotycznym zapachu, z płatkami niebieskich bławatków. Dwa  kawałki filetu z dorsza w delikatnie ziołowej tempurze. Do tego warzywa w słodko- kwaśnym sosie, subtelny i wyważony smak, nawet dla tych, którym kuchnia orientalna nie bliska. Ryż plus ryba ? To naprawdę dobre i lekkostrawne połączenie i ciekawa kombinacja. Warzywa : bakłażan, cukinia, papryki, czerwona cebula i grzyby mun, lekko gotowane, sprężyste wprowadzały kolor i orientalną nutę na talerzu.  Wielkim atutem tego dania jest też jego cena. Biorąc pod uwagę miejscowość turystyczną, w której ryby sprzedaje się na gramy i nigdy nie wiadomo ile się zapłaci ( wiadomo tylko, że dużo) danie to kosztowało 29 zł. 




           W karcie znajdziecie również : sandacza i filet z łososia oraz zupę z bałtyckich ryb. Jest też klasyka niedzielnych obiadów, czyli rosół i tradycyjny kotlet schabowy.

             Restauracja Biała Dama przy willi Marina Mielno czynna jest cały rok.  Będąc na jesiennym, zimowym spacerze śmiało, można wybrać się tam na obiad lub po prostu na kawę z deserem. Dla dzieci jest mini kącik zabaw i specjalne wysokie foteliki.


           
Jestem bardzo ciekawa zupy rybnej i pieczywa, które wypiekane jest na miejscu oraz sandacza saute z ziemniakami Gratin ( czyli ziemniaczanej zapiekanki : cieniutkie plastry ziemniaków ułożone naprzemiennie ze śmietaną i tartym serem ) ale to już osobna historia i kolejny mieleński spacer …




Marina Mielno

Restauracja Biała Dama

ul. Chrobrego 26,    Mielno
http://marina-mielno.pl

poniedziałek, 24 listopada 2014

DUNE Restaurant Cafe Lounge





Dość długo przymierzałam się, żeby odwiedzić to miejsce. Czekałam, aż minie sezon wakacyjny, tłum turystów opuścił plaże i uliczki Mielna. Kilka miesięcy temu w Mielnie właśnie  w apartamentowcu DUNE została otwarta restauracja,  o której było głośno w lokalnych mediach. Tak jak cały apartamentowiec jest wyjątkową wizją architektoniczną na tle naszego wybrzeża, bryła budynku i usytuowanie na wydmach odróżnia go od innych mieleńskich obiektów, tak restauracja ma być nadmorską perełką naszej okolicy. Czynna od czerwca restauracja DUNE Restaurant  Cafe Lounge  była już wielokrotnie opisywana i licznie gościła w swych murach ciekawe imprezy, osoby i wydarzenia, pewnego dnia i ja postanowiłam „spróbować” DUNE.
Listopadowy wieczór i delikatny wiatr od morza odbiły się różowym blaskiem na mych policzkach, ręce schowałam  w wełnianych rękawiczkach. Na końcu mieleńskiej promenady – jasno oświetlony punkt. DUNE Restaurant Cafe Lounge. W środku ciepło, przytulnie w różnych odcieniach bieli, przestronie, klimatycznie. Od wejścia zauważyć można, że DUNE Restaurant podzielona jest na dwie strefy. Pierwsza z nich po prawej stronie to strefa Lounge,  ze stolikami, krzesełkami i otwartym barem.  To miejsce na szybkie przekąski, kawę,  drinka. Pięknie zaaranżowana przestrzeń, jasny, kawiarniany klimat i aromat kawy od pierwszych chwile w środku.  Po lewej zaś stronie  rozciąga się strefa stricte restauracyjna, z wygodnymi fotelami, poduchami i szerokimi stolikami.  Powłóczyste, półprzezroczyste zasłony oraz ruchome żaluzje, które dzielą otwartą przestrzeń  dodają kameralności i intymności temu miejscu. Drewniane surowe elementy, bielone blaty, miękkie poduchy, białe witryny, lustra  podkreślają nadmorski klimat, trochę chłodny, trochę sielski, tak jak nasz bałtycki brzeg. 



Przyjemna, spokojna muzyka i blask świec momentalnie ogrzały zziębnięte poliki i dłonie. A gdy do rąk wzięłam menu… spragniona spróbować wszystkiego… wówczas pomocą przyszedł Rafał Lorenc, szef kuchni. To właśnie jego autorskie menu można skosztować w DUNE. Wyselekcjonowane potrawy, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Bazowe i popularne dania z fantazją przełamane, podkreślone zaskakującym smakiem i połączeniem. Rafał Lorenc swoim nazwiskiem firmuje restauracje i potrawy,  przyznać trzeba, że w naszej okolicy to wyjątkowa sytuacja, gdyż często szef kuchni pozostaje anonimowy, przynajmniej dla klientów. Tego wieczoru spróbowaliśmy dwie zimne przystawki. Pierwsza to sashimi z marynowanego tuńczyka ( czyli pokrojona w cienkie plastry surowa ryba z dodatkiem przypraw) , które okazało się niezwykle orzeźwiającym, lekkim daniem, chyba ze względu na obecność finezyjnie skręconego ogórka,  zdecydowanie wyjątkowa przystawka na lokalnym poletku gastronomicznym ( 19 zł). Druga przystawka to siekany tatar wołowy, jedna z moich ulubionych potraw, tym razem na piklach i anchois, z zaskakującym dymem wiśniowym ( 22 zł). Przystawka widowiskowo podana z unoszącym się pod czarką dymem wiśniowym. Zapach i smak obłędny. Dla mnie danie kompletne, nie potrzebowałam grama przypraw do smaku, a dym wiśniowy wypełniał każdy kęs.
Kolejnymi daniami jakie spróbowaliśmy były zupy. Rybna z borowikami i kurkami ( 25 zł), oraz zupa węgierska gulaszowa ( 19zł) . Dla obu zup warto przemierzyć te kilometry dzielące Koszalin od Mielna. Zupy bogate, obłędnie wyborne, niezwykle ciekawe smaki i połączenia, syte i świetnie skomponowane. Obie pięknie się prezentowały, a zupa rybna z grzybami zaskoczyła mnie smakiem, wielorakością  rybiego oblicza oraz soczystą zielenią bazylii, najchętniej sama skradłabym przepis na tą zupę, ale niech to pozostanie tajemnicą szefa kuchni.
Daniem głównym był stek z sezonowanej dojrzewającej wołowiny, tym razem antrykot z warstwą tłuszczyku, pieczone ziemniaczki ( 67 zł).  Idealny pomysł na obiad, nie tylko niedzielny. Oblicze tego głównego dania to coś dla tradycjonalistów i ludzi ceniących w kuchni konkret. Na deser zamówiłam kawową panna cottę  z orzechową bezą ( 18 zł). Świetna wariacja na temat znanego deseru, rozpływające się w ustach kawowe krążki w połączeniu z chrupką bezą i sosem z przetartych owoców mango - brzmiały wyraziście i niezapomnianie. 





Wszystkie potrawy w DUNE Restaurant Cafe Lounge są niebanalnie podawane. Wiadomo, że je się oczami, a dla oczu w tym miejscu rozkoszy nie brak. Widać i czuć duże zaangażowanie w przygotowanie dań, nic nie jest ad hoc, czuć pasję, wyczucie smaku i estetyki w każdej dziedzinie.  Do tego bogaty wybór win, specjalnie skomponowanych  przez sommeliera na potrzeby tej restauracji. Odpowiednio dobrane odmiany i szczepy mają za zadanie sprawić, by całość jawiła się idealnie. Podobnie jest z kawami. Przed zamówieniem warto dopytać, gdyż w ofercie są dwie mieszanki : tradycyjna włoska oraz słodsza skandynawska ( warto spróbować !).
Oprócz typowego menu w DUNE prosić możemy o menu degustacyjne. Jest to kompletne menu, skomponowane przez szefa kuchni Rafała Lorenca, obejmuje ono przystawkę, zupę, danie główne, risotto oraz deser. Menu degustacyjne jest w stałej ofercie, choć podlega sezonowym zmianom. Warto spróbować tego rozwiązania, kiedy mamy ochotę na ucztę, a nie możemy się zdecydować co wybrać. W menu degustacyjnym wszystko jest dobrane, tak, aby smaki się uzupełniały i synchronizowały ze sobą. Ponadto w menu degustacyjnym znajdziemy inne pozycje niż w tradycyjnej karcie. Warto się pokusić i sprawić sobie małą przyjemność ucztą przygotowaną prze restaurację. Do menu degustacyjnego obsługa przygotuje nasz stół i wszystkie nakrycia jak do wyjątkowego wydarzenia. Warto pytać i prosić o poradę obsługę, szczególnie w wyborze dań i w objaśnieniach menu. 




W tygodniu wieczorem, to świetne miejsce dla zrelaksowania się z dala od zgiełku miasta i lokalnych problemów. Cisza, spokój i niemal sielski klimat sprawia, że do tego miejsca chce się wracać, szczególnie teraz poza sezonem, kiedy nie ma masy turystów, można poczuć się niezwykle intymnie i osobliwie. DUNE idealne na randki i szczególne okazje ? Z pewnością tak, ale zdecydowanie warto wpaść tam na kawę i deser, lub na ponoć obłędnego burgera, ale o tym może przekonajcie się sami. Specjalnie dla Was menager DUNE podarował vouchery na DUNE Burgery i mam nadzieję, że kilkoro z Was na własnych podniebieniach przekona się, o smakach DUNE.( już wkrótce więcej na fb ). W nadchodzące wakacje na plaży pojawi się beach bar, leżaki i kawałek plaży innej niż reszta. Tam przekąski plażowe wprost do ręki, kolorowe drinki. Już nie mogę doczekać się lata. Jeśli ktoś z Was chciałby znaleźć się w DUNE w jakiś szczególnych okolicznościach, spotkać ciekawych ludzi i uczestniczyć w interesujących wydarzeniach, warto  śledzić fb DUNE https://www.facebook.com/dunerestaurantcafelounge?fref=ts, tam zawsze najświeższe wiadomości. Szef kuchni i jego zespół stale gotowi są na nowe wyzwania. Jeśli Wam kołacze się w głowie, coś niebanalnego i wyjątkowego, czym chcielibyście uraczyć ukochaną / ukochanego, lub całą rodzinę, restauracja ta jest w stanie to dla Was spełnić, takie przynajmniej padły zapewnienia.
Z pewnością polecam DUNE, nie tylko na eleganckie wyjścia, czy wyjątkowe okazje, ale także, tak po prostu w tygodniu dla oderwania się na chwilę od tego co w mieście. Choć miejsce to jest nowe na gastronomicznej mapie okolicy i nawet ja czułam lekki dystans, zdecydowanie warto oswoić DUNE. Restauracja  zasługuje na uwagę i przynajmniej z mojej strony ponowne odwiedziny, by nakarmić kolejny raz  zmysły i ciało. Polecam ! 


 DUNE Restaurant Cafe Lounge
 Mielno ,   ul. Pionierów 18 
czynne : 11.00 -  22.00

piątek, 18 lipca 2014

Stały Ląd


Dziś bardzo przyjemny post, ponieważ miejsce opisywane  zawsze kojarzy mi się z relaksem. A co powoduje błogi relaks i przyjemne uczucie w  żołądku ?  Wiadomo …  deser w pięknych okolicznościach przyrody !

Po roku nieobecności wraca,  w pięknym stylu kawiarnia „ Stały Ląd” w Mielnie.  Jej nieobecność na mieleńskiej scenie gastronomicznej była dość dotkliwa.  Aż trudno uwierzyć, że w tak tętniącym życiem miejscu, jakim jest Mielno w sezonie letnim brakuje porządnej kawiarni z dobrymi deserami.  A jednak…   Nastawione na niewymagającego turystę Mielno, niemal całkowicie zaniedbało zwykłych obywateli, którzy po spacerach mieleńskimi plażami z przyjemnością i w komfortowym otoczeniu wypiliby łyk kawy.

Na szczęście Stały Ląd odnalazł swój stały ląd i pod koniec czerwca ponownie otworzył drzwi na klienta.

Lokal ten to typowa kawiarnia. Jak ja lubię takie typowe i konkretne miejsca. Wypijemy tam kawę na wiele sposobów.  Jest tam kilka naprawdę ciekawych propozycji związanych z kawą, które warto przetestować, jednak mnie najbardziej zachwyca sposób ich podania. Zawsze niemal perfekcyjny. Zakochałam się w herbatach jakie podawane są w Stałym Lądzie. Szczególnie lubię zimową, w której z odrobiną soku malinowego pławią się jabłka, grejpfruty, pomarańcze i goździki. Tak jak kawy, tak i herbaty czy koktajle są przepięknie podane. 



Stety i niestety muszę przyznać, że jest to jedyne miejsce w Mielnie, ( w Koszalinie takiego nie ma także ) gdzie podawane byłyby takie desery. Mam tu na myśli różnorodność, kompozycję, smak, sposób podania, sezonowość.  Dla tych deserów nie raz jechałam z Koszalina specjalnie do Mielna. Nie polecę Wam konkretnego deseru, ponieważ wszystkie zasługują na uwagę. Są desery tematyczne inspirowane smakiem rafaello, krówki , czy czekolady. Są też desery mocno owocowe, typowo lodowe, z odrobiną alkoholu, a także w wersji light czyli jogurt z dużą dawką owoców.  Ostatnio zachwycił mnie koktajl z owoców leśnych. Gęsta konsystencja, przyjemnie schłodzony i świeżo przygotowany, na upały idealna wersja lekkiego deseru. Zjemy tu również ciasta i torciki.  Ceny nie są najniższe. Desery to koszt od 12-nawet 20 zł . Kawa w zależności od wariacji 10 - 16 zł.




Kawiarnia mieści się tuż przy głównym wejściu na plażę w Mielnie. Dyskretnie oddzielona od pasa promenady, w sezonie letnim gości swoich klientów w sporym ogródku. Wnętrze kawiarni to dwa nieduże pomieszczenia urządzone ze smakiem.  Salę kawiarnianą jak i przyległy do niej taras wypełnia delikatna, klimatyczna muzyka.  Na tarasie sporo miejsca, w cieniu, w słońcu, w plażowych koszach, pod baldachimem. Najprzyjemniej w kawiarni jest z rana w tygodniu, kiedy nie ma jeszcze turystycznej stonki na plaży, a świeży wiatr morski głaszcze włosy i twarz.  Polecam.

Stały Ląd czynny jest : marzec –czerwiec  od 10.00 do zachodu słońca

                                        lipiec - sierpień      od  10.00 do  23.00

                                wrzesień – grudzień     od 10.00 do zachodu słońca


No i jeszcze nasz Mielno ....




niedziela, 1 września 2013

Meduza - porażka sezonu !


     Ostatnie dni wakacji były piękne. Ciepło i słonecznie. Spacer po spokojnym, ale jeszcze nie wyludniałym Mielnie dawał wrażenie, że jestem bardziej w uzdrowiskowej miejscowości niż w imprezowym miasteczku. Na plaży jeszcze całkiem sporo osób wygrzewało się w ostatnich słonecznych promieniach tego lata, a po uliczkach powolnie przesuwały się postacie dojrzałych kuracjuszy. I tylko powoli żółknące i skręcające się liście przypominały o nieuchronnej jesieni.


 

    Spacerują wzdłuż promenady postanowiłam zatrzymać się na przedpołudniową kawę w mieleńskiej Meduzie. Restauracja ta jest chyba najlepiej położoną restauracją w całym Mielnie. Duża, przestronna, z trzech stron przeszklona, z tarasem widokowym i sporym ogródkiem przed restauracją.  Nad samą plażą, przy głównym wejściu i nieco zboku od tłumu przypadkowych gości. Idealnie.

     W ogródku było niewielu gości, więc swobodnie można było wybrać sobie miejsce. Rozkoszując się piękną pogodą i widokiem na spokojne morze, czekałam na obsługę. Jedna kelnerka krzątająca się między stolikami, pośpiesznie roznosiła deserki, kawy i piwa, a mnie jakby specjalnie omijała  wzrokiem. Na jej podejście do stolika czekałam ok 15 min. ! W końcu podeszła do mnie. Bez karty. Miłym głosem spytała co bym chciała. Powiedziałam, że nie dostałam jeszcze karty. Odpowiedział, że jeśli coś do picia, to poda, ale na np. deser muszę czekać co najmniej pół godziny. Byłam zdziwiona, bo widziałam, jak przed chwilą roznosiła je innym klientom. W końcu nałożenie ciasta, czy lodów nie trwa chyba, aż tak długo!!! Dalej nie podając mi karty, powiedziałam, że napiłabym się kawy. Ustaliłyśmy, że z ekspresu i z mlekiem. Na kawę czekałam kolejne 15 min. ! A klientów nie przybywało.

     W końcu kawa przybyła, z lekko podgrzanym, ale nie spienionym mlekiem. Do tego mleko się zwarzyło. Kawa 8 zł. 0 zł napiwku. Pani kelnerka zdawała się być z siebie zadowolona.


 

     Jak do tej pory moich restauracyjnych podróży, była to najgorsza obsługa jaką kiedykolwiek widziałam i to w restauracji *** hotelu !!!. Ponadto w ogródku było niezbyt świeżo, a stoliki wołają o pomstę do nieba. Zdaje się, że właściciel oszczędza na  drewnianych stolikach, albo mają one po kilka sezonów, są zrobione ze nieodpowiedniego surowca i są przetrzymywane bez zabezpieczenia nawet w czasie deszczu na otwartej przestrzeni, albo nie chce się przed sezonem przeszlifować blatu. Słabo.

     Meduza żyje chyba wspomnieniem dawnych lat, kiedy była przynajmniej w opinii społecznej, jedną z najlepszych i bardziej ekskluzywnych restauracji w Mielnie. Teraz to wszystko przykrył kurz i piasek z nad morza. Obudź się Meduzo i nie marnuj swoich szans !

czwartek, 18 lipca 2013

Obciach - kanapka !


        Sezon letni, więc dziś bardzo letni wpis. Chciałam słów kilka na temat plażowania i rzecz jasna jedzenia na plaży. Chciałam tych słów kilka napisać z perspektywy Koszalinianina/ Koszalinianki na mieleńskiej  i około mieleńskiej  plaży.

      Rozumiem, że większość plażowiczów to jednak przyjezdni i chcą, w te nieliczne słoneczne i ciepłe dni wypocząć po uszy. Wystawiając pośladki ku słońcu chcą naładować swoje baterie słoneczne na kilka ponurych miesięcy.  Miła bryza z nad morza, letnie promienie słońca i gigantyczna ilość jodu sprawiają, że najzwyczajniej w świecie chce się jeść. Podstawowa refleksja to tak, że im bliżej głównych wejść na plaże w Mielnie-  wzrasta ilość i spada jakość konsumpcji  wśród społeczeństwa.  Leże więc ja, zwykła prawie miejscowa na plaży, a koło mnie, od głównego wejścia, nadciągają niemal masowo z pizzą w kartonach, zapiekankami w foli srebrzystej, z kebabami, z pierogami. Zapach morskiej toni tłamszony jest bezczelnie woniom sosów . Na swoim kocyku czuję się jak w jadłodajni i to niskiej jakości. Po obiadku deserek, więc pół plaży ma mordki w bitej śmietanie. Jedzą, aż im się uszy trzęsą.  Po deserku – kawka /piwko no i papierosek. Papierosy na plaży to zmora. Na przystanku palić nie można , ale na plaży , koc w koc, twarz w twarz to owszem.  Piesek się jeszcze wyhasa, porzucamy mu patyk, a jak się zacznie zakopywać to tak,  że i nas przykryje złota piaskowa kołderka.  Do tego co 3 minuty przechodzi  ktoś krzycząc o popcornie, kukurydzy, piwie zimnym i ciepłej kawie. ( już nikt nie sprzedaje jagodzianek w białym fartuchu, wykrzykując co pikantniejsze rymowanki !) . Mam wrażenie ,że konsumują wszyscy i wszystko.







      Moje wczesne wspomnienia z dzieciństwa dotyczące plaży i plażowania wiążą się z dwoma faktami. Pierwszy to taki, że nigdy nie jechaliśmy smażyć się na główne plaże ( rodzice nie kryli przed nami, że nie chcą byśmy co chwile naciągali ich na gofry i inne takie), a drugi, że mama zawsze zabierała ze sobą domową wałówkę. W skład której  wchodziły: kanapki, jabłka, ogórki małosolne, pomidory, jajka, a nawet rozciśnięte ze śmietaną truskawki w słoiku. Zawsze zjadaliśmy wszystko do ostatniej paróweczki hrabiego Barry Kenta ;). Do popicia: herbata z termosu dla starszych, kompot dla młodzieży. Mama zawsze brała jedzenie, ale nigdy nie zdominowało to naszego pobytu nad morzem.

Nie czuliśmy się alienami. Wszyscy do dokoła na plaży mieli podobne wyposażenie.

I co? I dało się przeżyć bez tych wszystkich „frykasów”, a ile się zjadło! Ile wybiegało !

Teraz domowa kanapka o obciach.

     Tak chyba sądzi większość plażowiczów. Im bardziej wysoce przetworzony produkt tym lepszy. Tak z pewnością pomyślałby zielony kosmita przypadkowo lądując na plaży. A plastikowe worki na śmieci trzeszczą w szwach od wszelkich opakowań, kartonów i kartoników. Wszędzie pety, patyczki od mieszania kawy, jakieś kubeczki czy kapsle.
 

     Postanowiłam więc, wywozić Swoich nieco dalej od głównej plaży i karmić ich kanapkami, domowym ciastem, poić kompotem. Podkarmić paróweczką, ogórka wcisnąć.Jest cisza. Jest spokój. Nikt nie marudzi, że na kocu obok ktoś obżera się kebabem – a ja nie ! Wszystko co w domu pewnie stałoby jeszcze ze 2 dni, skonsumowane  jest w mig. Ja się cieszę, że z apetytem jedzą moje wytwory. Oni się cieszą, że jedzą. Wiem, że jest zdrowo i pożywnie, że jest w sam raz.  I może bardziej rodzinnie. A Wy drodzy czytelnicy, zabieracie na plaże kanapki ?
 
Fotosy :
W rolach głównych : kanapki ( chleb + szynka+ kiełki lucerny)
                                      kompot z jabłek i malin
                                      napój aloe vera king
                                      ciasto kruche z jabłkami i rabarbarem
                                     
 
W rolach drugoplanowych : turyści z Mielna